Podbój Polskich Planetariów – etap 4

28 września 2017 | Historia, Podbój Polskich Planetariów

Czwarty etap, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, był krótki i oszczędnościowy. Spotkaliśmy się wyjątkowo dużą — w porównaniu z dotychczasowymi odsłonami PPP — grupą. Uczestnicy dopisali z prostego powodu: miejscem spotkania był Wrocław, gdzie mieszka duża część podbojowej ekipy.
Osoba jako tako znająca rozmieszczenie planetariów w Polsce na pewno zmarszczy czoło i powie: „przecież we Wrocławiu nie ma planetarium!”. Od września 2008 stwierdzenie to jest już tylko częściowo prawdziwe. Dlaczego? Aby się o tym przekonać, wybraliśmy się na wycieczkę do Parku Szczytnickiego, gdzie w malowniczej jesiennej scenerii stoją budynki wrocławskiego obserwatorium astronomicznego. Dla autora niniejszego opisu wycieczka miała charakter sentymentalny, bowiem sześć lat wcześniej zakończyły się w tym miejscu (dodajmy, że z sukcesem) jego studia astronomiczne. Pomysł zbudowania planetarium narodził się w głowach pracowników Instytutu Astronomicznego Uniwersytetu Wrocławskiego kilka miesięcy przed XI Dolnośląskim Festiwalem Nauki. Ze względu na bardzo ograniczone fundusze zdecydowano się na wykonanie kopuły z materiału rozpiętego na stelażu (stalowe elementy na obwodzie, plastikowe rurki nadające kopule pożądany kształt półsfery). Sercem planetarium jest multimedialny rzutnik podłączony do laptopa, na którym zainstalowany jest program Stellarium. Obraz z projektora jest rzucany na lustro będące wycinkiem sfery (ćwierćsferą) i odbijane na kopułę. Pomysł prosty, ale… działający i to całkiem nieźle!
Oczywiście nie można oczekiwać cudów po takim zestawie: gwiazdy przypominają rozmyte tarczki, a jakość obrazu pozostawia sporo do życzenia. Należy jednak wziąć pod uwagę środki, jakimi dysponują twórcy wrocławskiego planetarium cyfrowego: projektor jest przeznaczony do prowadzenia prezentacji, ewentualnie wyświetlania statycznych zdjęć, zaś laptop z kartą graficzną wyposażoną w pamięć współdzieloną chwilami „nie wyrabia” z wyświetlaniem nieba. Niemniej jednak cała instalacja budzi podziw dla zapału pomysłodawców i wykonawców, którzy wiele dni spędzili na projektowaniu, wyszukiwaniu lustra czy firmy gotowej podjąć się uszycia kopuły. Swój wkład w powodzenie przedsięwzięcia mają również techniczni pracownicy instytutowego warsztatu — twórcy szkieletu kopuły. Łącznie w pracach nad doprowadzeniem planetarium z etapu „deski kreślarskiej” do udostępnienia go publiczności brało udział kilkanaście osób.
Całą instalację umieszczono w naprędce zaadoptowanej do jej potrzeb sali komputerowej budynku dydaktycznego. Okna i drzwi zasłonięto czarną folią, a po zgaszeniu świateł można się poczuć jak w prawdziwym planetarium. Kopułę przymocowano na stalowych linkach do sufitu w taki sposób, że podstawa konstrukcji jest przechylona pod kątem około 45 stopni w stosunku do podłogi. W stosunkowo niewielkim pomieszczeniu trudno było bowiem znaleźć inne rozwiązanie, które zapewniałoby widzom niezbędne minimum komfortu i umożliwiało sprawny przepływ kolejnych grup ludzi. Dodać trzeba, że powodzenie planetarium i napisanego przez młodych astronomów seansu przekroczyło oczekiwania twórców. Zakładano bowiem, że w czasie trwania Festiwalu Nauki planetarium odwiedzi około 200 osób, zaś w rzeczywistości widzów było około 500!
Na tym można byłoby zakończyć tę krótką notkę na temat edukacyjnej ciekawostki, jaką jest wrocławskie planetarium, a raczej jego namiastka. Życie dopisuje jednak dalszy ciąg. Wrocławscy astronomowie nie mają zamiaru poprzestać na swoich dotychczasowych osiągnięciach. Z tzw. „dobrze poinformowanych źródeł” wiem, że w trakcie tworzenia jest Pracownia Dydaktyki Astronomii, której integralną częścią ma być planetarium. Co więcej, prawdopodobnie powstanie nowa, stała kopuła z laminatu, a „nowe planetarium” zostanie wyposażone w znacznie lepszy projektor i mocniejszy komputer. Pojawił się również pomysł zbudowania planetarium „objazdowego”, ze składaną kopułą, które można byłoby przewozić i docierać z nim do szkół w regionie. To znakomity pomysł na popularyzację astronomii i świetny przykład „wyjścia z nauką” do dzieci i młodzieży. Brawo!
Czas na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. Nie tak dawno we Wrocławiu planetaria miały wyrastać jak przysłowiowe grzyby po deszczu — przynajmniej sądząc z deklaracji różnych Ważnych Osób i równie ważnych Instytucji. Swoje planetarium chciało mieć miasto, zainteresowanie budową deklarowała politechnika, przymierzał się uniwersytet… W tym ostatnim przypadku rozmowy były zaawansowane, rozpisano nawet konkurs architektoniczny na koncepcję budynku, który miał stanąć na działce należącej do Instytutu Astronomicznego, co byłoby naturalnym rozwinięciem jego obecnej funkcji. Niestety do budowy nie doszło i Wrocław nadal czeka na planetarium z prawdziwego zdarzenia. Mówi się o umiejscowieniu małej kopuły we Wrocławskim Centrum Nauki, które ma powstać w zaadoptowanej do tego celu zabytkowej wieży ciśnień stojącej przy Odrze, vis á vis Politechniki Wrocławskiej, ale niewiele wiadomo na jego temat: jaką dokładnie funkcję ma pełnić, kto będzie zajmował się merytoryczną stroną seansów, jak będą wyglądały same seanse… Jak to mówią: pożyjemy, zobaczymy.
Tym bardziej cieszę się, że znaleźli się ludzie, którzy nie zważają na permanentne niedofinansowanie nauki i nie słuchają „dobrych rad” ludzi „znających życie”, którzy mówią tosienapewnonieuda. Dysponując naprawdę niewielkimi środkami finansowymi oraz — a może przede wszystkim — wkładając w całe przedsięwzięcie mnóstwo swojego czasu i ciężkiej pracy udało im się pokazać, że można zrobić coś z niczego. Pozostaje mi trzymać za nich kciuki i czekać, aż jedno z największych miast w naszym kraju doczeka się chwili, w której progi prawdziwego, nowoczesnego i dużego planetarium przekroczą pierwsi goście, spragnieni magii „sztucznego nieba”. Na razie na tej mapie rozmieszczenia planetariów cały zachód Polski (z drobnym wyjątkiem w postaci Szczecina, który w praktyce jest nieczynny) stanowi wielką białą plamę.

W pierwszej połowie 2009 roku w Instytucie Astronomicznym trwały intensywne prace, których celem było przygotowanie nowego pomieszczenia dla planetarium, wyposażonego jednocześnie w poprawioną kopułę i lepszy sprzęt do wyświetlania nieba. Na początku maja poddane „liftingowi” planetarium zostało udostępnione widzom, którymi w założeniu mają być uczniowie szkół podstawowych i średnich oraz gimnazjów. W czerwcu jeszcze raz zawitaliśmy do Wrocławia, by obejrzeć nowy seans. Oto nieco wrażeń i kilka fotografii z tej wizyty.
W październiku 2008 r. najliczniejsza do tej pory grupa „planetaryjnych turystów” odwiedziła Wrocław. Naszym celem było istniejące od zaledwie kilku tygodni cyfrowe amatorskie planetarium w Instytucie Astronomicznym Uniwersytetu Wrocławskiego w Parku Szczytnickim. Zainstalowano je z okazji Dolnośląskiego Festiwalu Nauki, ale jego żywot nie był efemeryczny. Jako że stolica regionu od lat stara się o budowę planetarium z prawdziwego zdarzenia, a wysiłki te są niestety bezowocne, grupa zapaleńców — pracowników naukowych i studentów astronomii — postanowiła zbudować choćby namiastkę „sztucznego nieba”. Uszyta na zamówienie kopuła rozciągnięta na stalowym szkielecie, laptop z programem Stellarium, rzutnik multimedialny oraz ćwierćsfera w postaci sklepowego lustra — takie elementy składały się na wrocławski wynalazek. Zestaw ten zmontowano w jednej z sal dydaktycznych na tyłach Instytutu Astronomicznego.
„Pierwsze koty za płoty” — można by rzec o początkach działalności. Pierwszy seans, nagrany specjalnie na Festiwal Nauki obejrzało kilkaset osób szturmujących ciasny budynek, w którym tymczasowo zmontowano planetarium. Ograniczona ilość miejsc i konieczność długiego oczekiwania nie zniechęcały żądnych wrażeń widzów.
Twórcy planetarium nie osiedli na laurach. Już wtedy, podczas festiwalu, zastanawiali się, jak poprawić warunki lokalowe i uatrakcyjnić przekaz, by trafić do jak największej liczby zainteresowanych. Przez kilka zimowych i wiosennych miesięcy przygotowywano inne, większe pomieszczenie w tym samym budynku, podnoszono sufit i poprawiano kopułę. Równolegle pracowano nad nowym seansem. I oto w maju 2009 r., po ośmiu miesiącach od premiery, udostępniono planetarium po liftingu. Od wejścia witają nas czekoladowe ściany dawnej sali dydaktycznej. Najsłabszym ogniwem jest nadal kopuła, z czego zdają sobie sprawę twórcy planetarium — trudno jest naciągnąć materiał tak, by nie było widać jego załamań. Zapomniawszy jednak o tej drobnej niedogodności z przyjemnością wyruszamy w podróż na krańce Wszechświata. Lektor — dr Paweł Preś, pracownik naukowy Instytutu Astronomicznego — jest „odpowiednim człowiekiem na właściwym stanowisku”; przyjemnie słucha się jego opowieści. Nowy komputer znacznie lepiej radzi sobie z trudnym zadaniem wyświetlania gwiazd i ich konstelacji. Ogromne wrażenie robią podróże przez pustkę Kosmosu i zbliżanie do mgławic, galaktyk i gromad gwiazd. Fascynująca jest podróż przez Układ Słoneczny, który poznajemy z wielkiej odległości — tak, jak mogą widzieć go sondy kosmiczne. Nad całością czuwa specjalnie dostosowana wersja programu Stellarium. Seans przygotowany jest z myślą o szkołach gimnazjalnych i średnich, dlatego trwa ok. 45 minut — tyle ile godzina lekcyjna.
19 września 2009 r. jeszcze raz odwiedziliśmy wrocławskie „gwiezdne kino”. Kilka tygodni wcześniej zakupiono do niego nowy projektor — Epson TW-3000 (FullHD). Jakość wyświetlanego nieba poprawiła się przez to znacznie, gwiazdy przestały być wielkimi jak pięść płatami światła i zaczęły przypominać prawdziwe gwiazdy — nie punktowe co prawda, ale w każdym razie lepsze niż w niemowlęcym okresie działania planetarium rok wcześniej. Najsłabszym ogniwem wciąż pozostaje miękka kopuła, ale od pracowników Instytutu Astronomicznego wiem, że w planach jest budowa sztywnej kopuły.
Wszystkim zaangażowanym we wrocławskie cyfrowe „gwiezdne kino” serdecznie gratuluję i trzymam kciuki, by doczekali się planetarium z prawdziwego zdarzenia — takiego, na jakie zasługuje Wrocław! Zapraszam też do obejrzenia kilku zdjęć z „nowego” planetarium i do odwiedzenia jego strony WWW.
Gwoli ścisłości należy dodać, iż w latach pięćdziesiątych XX w. w Pawilonie Czterech Kopuł, całkiem niedaleko Instytutu Astronomicznego, przez krótki czas działało planetarium. Oto skromna informacja pochodząca z artykułu „Działalność obserwatoriów astronomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego w latach 1950-1953”, zamieszczona w czasopiśmie „Postępy Astronomii”: W r. 1951, dzięki staraniom inż. K. Czetyrboka, ówczesnego prezesa Koła Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii oraz wysiłkom pracowników obserwatorium wrocławskiego (A. Opolski, A. Głania, J. Kubikowski, P. Rybka), zostało zmontowane z części znalezionych w Obserwatorium Wrocławskim planetarium Zeissa (małego typu). Planetarium to zostało otwarte w maju 1951 r. w jednym z pawilonów „czterech kopuł” (na terenach powystawowych) i udostępnione dla pokazów publicznych. W r. 1952 przeniesiono je do innej odpowiedniejszej kopuły. Wobec objęcia w r. 1953 pawilonu „czterech kopuł” przez Film Polski planetarium nie mogło nadal być czynne w tym pawilonie. Prowizorycznie umieszczono je w jednej z rotund Hali Ludowej. Odczyty i pokazy w r. 1951 odbywały się pod kierownictwem Koła Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, a od 1952 r. organizację odczytów objęło Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, we współpracy z PTMA. Prelegentami w planetarium są pracownicy Obserwatorium Wrocławskiego i studenci lat wyższych astronomii.
Za pokazanie nam możliwości wrocławskiego planetarium oraz udostępnienie zdjęć dziękujemy naszym przyjaciołom, dr Uli Bąk-Stęślickiej oraz mgr Markowi Stęślickiemu z Insytutu Astronomicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Na stronie XI Dolnośląskiego Festiwalu Nauki umieszczono informację o planetarium.

Oryginalna wersja tekstu (stan na 15.06.2009) znajduje się pod tym adresem. Więcej zdjęć w serwisie Flickr.

Chciałbym jasno powiedzieć, że wszelkie podpisane moim nazwiskiem spostrzeżenia — pozytywne, negatywne i obojętne — na temat któregokolwiek planetarium są moimi prywatnymi opiniami i w żaden sposób nie można ich traktować jako wspólnych poglądów wszystkich uczestników Podboju.